Był Nowy Rok, ale dla dyrektora wolbromskiego domu kultury Piotra Gamrota miał to nie być spokojny dzień. Kiedy zajrzał na swoje konto na Facebooka, zobaczył umieszczony na nim przez kogoś link do upublicznionego właśnie przez Ministerstwo Sprawiedliwości rejestru przestępców seksualnych. Otworzył rejestr, wpisał słowo „Wolbrom” zobaczył twarz Marka K., swojego pracownika.

Dyrektor Gamrot wyklucza przypadek. Może dlatego nie zdradza, kto podrzucił mu ten link i woli używać enigmatycznego „ktoś”.

Dlaczego akurat Wolbrom?

Marek K. do domu kultury w Wolbromiu trafił trzy lata temu. Przysłano go na staż z urzędu pracy i tak został. Był pracownikiem fizycznym. 31 grudnia skończyła mu się umowa na czas określony. Miała być przedłużona.

– Nikt z nas nie miał pojęcia, że ten człowiek popełnił w przeszłości przestępstwo na tle seksualnym. Przecież w 2015 roku, kiedy go przyjmowałem, nie było żadnych przepisów nakazujących sprawdzanie przeszłości pracowników fizycznych pod kątem niekaralności. Tym bardziej, że on był skierowany tu przez urząd. Zresztą nikt tutaj przez ten czas nie miał zastrzeżeń do tego człowieka – mówi dyrektor wolbromskiego domu kultury.

Pozostało 84% tekstu
To jeden z tekstów, do których dostęp mają tylko nasi stali Czytelnicy

Twoje sprawy, nasza praca. Subskrybuj za pół ceny i czytaj Wyborcza.pl

Wyborcza.pl to dziennikarze w całej Polsce. Piszemy o tym, co ważne dla Ciebie, Twojej okolicy, Polski i świata. Zyskaj dostęp do tej codziennej porcji niezbędnych informacji.