Niecałe pół roku temu jeden z pasażerów krakowskiego lotniska zaczął awanturować się przy stanowisku do nadawaniu bagażu. Był pijany i agresywny, niszczył sprzęt. Gdy podbiegli do niego funkcjonariusze Straży Granicznej, oświadczył, że w jego bagażu jest bomba.

To jeden z drastyczniejszych przykładów zagrożeń bombowych, z którymi mierzą się strażnicy. Choć w zdecydowanej większości przypadków alarmy okazują się fałszywe, w każdą interwencję muszą angażować wszystkie siły. Nawet, gdy pasażerowie nieumyślnie pozostawiają bagaż bez opieki. Takich przypadków było w ubiegłym roku 159, a tylko w tym miesiącu - pięć.

- W takiej akcji udział bierze co najmniej sześciu funkcjonariuszy i cały sprzęt pirotechniczny. Fakt, że zazwyczaj bagaż pozostawiono przez nieuwagę, nie zwalnia nas od odpowiedzialności. Każdy taki przypadek musimy traktować jako zagrożenie o charakterze bombowym, bo jakakolwiek nonszalancja z naszej strony mogłaby mieć fatalne skutki - zaznacza ppłk Stanisław Laciuga, komendant karpackiego oddziału Straży Granicznej.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.