– Po Światowych Dniach Młodzieży organizatorzy pielgrzymek na razie omijają Kraków. Spadki są spore. W moim przypadku to nawet 50 proc. w porównaniu z latami sprzed ŚDM. Słyszą: „Cracovia” i mówią: „Ile można, na razie wystarczy” – mówi Ernest Mirosław, szef biura podróży Ernesto Travel. – Na pewno pojawił się przesyt Krakowem. Od tego dołu się odbijemy, ale to trochę potrwa.

Polska Organizacja Turystyczna potwierdza, że spadki się pojawiły. Za wcześnie jednak na konkretne dane, bo te będą znane na początku przyszłego roku.

O Krakowie usłyszał cały świat

– Po tak wielkim boomie, jakim były Światowe Dni Młodzieży, antyefekt musiał się pojawić. Spodziewam się, że pielgrzymi do nas wrócą, ale za kilka lat. Nie będzie to skok, ale powolny przyrost. Na szczęście mamy jeszcze efekt medialny tamtych wydarzeń, który jest nie do przecenienia. Może nawet ten antyefekt jest po części skutkiem tej ogromnej promocji, jaka poszła w świat – mówi Jan Korsak, przewodniczący Rady POT.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej