AKTUALIZACJA GODZ. 13.50: Robert J. uznany za niebezpiecznego więźnia. Trafi do jednoosobowej celi

Wtorek wieczorem. Blok przy Trynitarskiej spowijają już ciemności. Jedynie na ostatnim piętrze, pod dziesiątką, świeci się światło. Żółte, mętne. Przez zaklejone papierem szyby przebijają poruszające się cienie. To śledczy. Zasłonili szyby, gdy na Trynitarską zaczęli przyjeżdżać dziennikarze i pytać, co tamci robią w środku. A oni od poniedziałku kują ściany w piwnicy i krok po kroku przeczesują mieszkanie Roberta J...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej