Mecenas Władysław Pociej był zaskoczony, gdy zgłosiły się do niego pracownice galerii handlowej.

– Zrelacjonowały nam, że kilka dni po wypadku w galerii pojawili się nieumundurowani policjanci. Chodzili od sklepu do sklepu i zadawali pytania o Sebastiana. Można było wywnioskować, że funkcjonariuszom (pokazywali odznaki) zależy głównie na tym, by ustalić, czy Sebastian jest pracownikiem jednego ze stoisk w galerii...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.