Małgorzata Skowrońska, Michał Olszewski: Teatr swój widzi pan ogromny?

Jan Klata: Pytacie o przeszłość czy o przyszłość?

Pytamy o Stary Teatr.

– Czyli rozmawiamy o czasie przeszłym dokonanym. Żałuję, że muszę używać tego czasu. Powinniśmy rozmawiać za pięć lat: w moim subiektywnym mniemaniu tak byłoby sensowniej i dla zespołu, i dla publiczności. Wtedy, w idealnym świecie, w idealnej Polsce szklanych domów i niezależnej kultury moglibyśmy podsumować, co udało się zrobić, co miało sens. I wtedy miałbym wrażenie, że przebiegłem maraton, a nie półmaraton.

Ja „swój” teatr chciałem widzieć sensownym, i dla widowni, i dla zespołu. Chciałem, żeby widownia miała swój teatr bez taryfy ulgowej, bez łaszenia się, ale też bez silenia się na bycie nowatorsko niezrozumiałym. Żeby to był teatr, który za pomocą wielkich tekstów zajmuje się tym, co w Polsce ważne. Bo jesteśmy teatrem narodowym. Wielce dla mnie istotne słowo, choć wymiędlone, rozmieniane na drobne, zwłaszcza ostatnio sponiewierane i wyświechtane. Ale mimo to piękne.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej