Zyski są niewielkie, symboliczne – od operatora, firmy BikeU, miasto dostało właśnie 2 tys. zł. Skąd te pieniądze i za co? – To wynika z umowy, którą podpisaliśmy z operatorem. Do każdego roweru miasto dopłaca złotówkę, czyli w sumie 1500 zł, bo tyle jest publicznych jednośladów. Kraków dostaje też 1 proc. zysków – tłumaczy Piotr Hamarnik z biura prasowego Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. – Niewiary w ten system było dużo, ale okazało się, że się sprawdza.

Na początku było rozczarowanie

Miasto przerzuciło koszty na operatora, który – żeby zarabiać – musi się starać. Nie będzie miał zysków, jeżeli sprzętu będzie mało, a w dodatku będzie popsuty. BikeU zainwestował w Wavelo, krakowianie to widzą.

Czy im się podoba? Na początku było rozczarowanie, bo żeby jeździć, trzeba było wykupić abonament (najpopularniejsza taryfa – 19 zł miesięcznie za 60 minut jazdy dziennie). Sceptycy przekonywali: to się nie sprawdzi, ludzie nie będą chcieli dopłacać do roweru, który i tak powinni mieć za darmo. Patrząc na krakowskie ulice, racji nie mieli – Wavelo jeżdżą i zarabiają.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.