Wyzwiska, przepychanki, a na koniec dwa samochody oblane kwasem i jeden z przeciętymi oponami – to bilans awantury, do której doszło między kierowcami Ubera a taksówkarzami w nocy z czwartku na piątek.

"Obywatelskie zatrzymania"

Wszystko w ramach tak zwanego „obywatelskiego zatrzymania”. Taksówkarze zrzeszeni w Grupie Antyprzewozowej (GAP) nachodzą w ten sposób krakowskich kierowców z szarej strefy od marca. Zamawiają kursy, korzystając z aplikacji Ubera, a o akcji informują przez taksówkowe radio. Na miejsce, gdzie ma się zakończyć kurs, zjeżdża się kilkunastu taksówkarzy. Czekają, aż samochód Ubera zatrzyma się, po czym zajeżdżają mu drogę z przodu i z tyłu, by kierowca przyłapany na jeździe bez licencji i odmowie wydania paragonu nie uciekł do czasu przyjazdu policji. W ten sposób działają taksówkarze nie tylko w Krakowie, ale też w Trójmieście, Warszawie, Łodzi, na Śląsku czy we Wrocławiu. Podczas takich akcji zatrzymano około 300 kierowców Ubera w całej Polsce.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.