Małgorzata Skowrońska: „Kler” z 4 mln widzów i emocjami, jakie budzi, zmusi Kościół do reakcji na wieloletnie i systemowe ukrywanie księży pedofilii?

Prof. Tadeusz Gadacz: Jest w „Klerze” scena, w której mężczyzna wykorzystywany jako dziecko przez księdza pedofila staje przed kurialną komisją. Za biurkiem siedzi biskup, po jego bokach duchowni. I padają pytania: Po tylu latach chce pan sprawiedliwości? Gdzie pan był do tej pory? A nie boi się pan, że oskarży pan niewinnego? Są też groźby: że ksiądz pójdzie do sądu i będzie skarżył o zniesławienie... Wstrząsnęła mną ta scena.

Ofiary milczą wiele lat. Bo wiedzą, że spotka je to, co bohatera tej sceny. Film ma szansę być zapalnikiem, dzięki któremu wywróci się system.

Kościół lamentuje, że „Kler” pokazuje samych księży z czarnymi charakterami. A ludzie wychodzą z kina i mówią: znam takich duchownych. Oglądałam film ze znajomymi. Gdy wyszłyśmy z kina, jedna z nich opowiada o duchowym, który przyjeżdżał do jej wsi pod namioty z dziewczynami. Powiedzmy tak: nie modlili się.

– Ks. prof. Tischner w „Nieszczęsnym darze wolności” pisze o klerze w rozdziale pod tytułem „Duchowieństwo”. Opisuje prawdziwą sytuację, która pasuje do „Kleru”. Szkoła podstawowa, klasa VI, ksiądz prowadzi lekcję o pladze pijaństwa. W klasie jest dziewczynka z rodziny, w której ojciec jest alkoholikiem. Gdy wypije, jest agresywny. Dom utrzymuje tylko matka. Ksiądz zwraca się do tego dziecka: A teraz ty opowiedz dzieciom, co znaczy mieć ojca alkoholika.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej