Jarosław K. Kowal: Co stało się 20 grudnia ubiegłego roku?

Andreea Hanca: To był ostatni mecz sezonu. Dinamo Bukareszt, ówczesna drużyna mojego męża, miało za sobą sześć trudnych miesięcy. Tego dnia grali w mieście Giurgiu, byliśmy na trybunach z całą rodziną, około 15 osób. Stresowaliśmy się od początku, bo nie było pewności, czy Sergiu wybiegnie na boisko. Czuł ból w stopie, więc miał zadecydować podczas rozgrzewki. Zagrał, ale Dinamo nie miało dobrego dnia.

Przegrywało 0:4...

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej