Nie można jeszcze ogłosić, że wszystko, co najgorsze, Wisła ma już za sobą. Jej sytuacja nadal jest dramatyczna. Niektórzy piłkarze już rozwiązali kontrakty, inni mogą to zrobić lada dzień, a klub ciągle potrzebuje góry pieniędzy. Ile? Ok. 12 mln zł spółka musi dostać błyskawicznie, bo inaczej Wisła nie odzyska licencji na grę w ekstraklasie (pierwszy mecz rundy wiosennej już 11 lutego).

Jedno z najtrudniejszych zadań polegało na pokazaniu potencjalnym inwestorom, że do rozmowy o Wiśle można usiąść z poważnymi ludźmi, którzy mają pojęcie o biznesie, a nie z krętaczami związanymi z bandytami. I mały krok w tym kierunku udało się już zrobić. Po pierwsze, nowy zarząd Wisły uwiarygodnia Bogusław Leśnodorski, były współwłaściciel i prezes Legii Warszawa, który dostał pełnomocnictwa do rozmów z piłkarzami i komisją licencyjną.

Po drugie, do gry włączył się też Jarosław Królewski, właściciel Synerise, firmy pracującej m.in. nad sztuczną inteligencją. To były piłkarz, grał w Gliniku Gorlice z Rafałem Wisłockim, nowym prezesem piłkarskiej Wisły. Kiedy Królewski usłyszał, że kolega ma ratować upadający klub, zaoferował pomoc. Zaczął dzwonić, jeździć, pytać, nakłaniać. Zainicjował akcję „50 tys. dla Wisły”, zachęcając kolegów biznesmenów do wpłat (zebrał 300 tys. zł, sam też wyłożył pieniądze). Niedawno wrócił z Anglii, gdzie miał rozmawiać z inwestorami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej