Ostatnie tygodnie w Chorwacji to niekończące się święto. Ludzie tańczą na ulicach, biało-czerwona szachownica z flagi kraju zdobi niemal każdy dom. Chorwatów w ekstazę wprawiła piłkarska reprezentacja, która po raz drugi w historii doszła do półfinału mistrzostw świata. – Kochamy piłkę, ale w czasie tego mundialu dzieje się coś wyjątkowego. Czuć to w powietrzu. Wszyscy bez przerwy rozmawiają o piłce. Mieszkam nad morzem i widziałem mnóstwo ludzi skaczących z radości do wody, choć nie zawsze była czysta. Ludzie świętowali w fontannach, robili szalone rzeczy. Ulice są pełne, wszystkie auta trąbią. To inny stan umysłu niż na co dzień – opisuje Niko Datković, chorwacki obrońca grający w Cracovii.

Było co świętować, bo drużyna zaczęła turniej jak z nut, wygrywając m.in. z Argentyną. Potem dała kibicom mnóstwo emocji w fazie pucharowej, wygrywając z Danią i Rosją dopiero po serii jedenastek. – W czasie karnych z Danią prawie umarłem. Serce biło mi jak oszalałe – przyznaje Marko Kolar, chorwacki napastnik Wisły Kraków.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.