Kiedy w 2016 r. minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński odwoływał dyrektora Instytutu Książki Grzegorza Gaudena, krytykował m.in. bałagan w dokumentach i wskazywał złamanie dyscypliny finansów publicznych w najważniejszej polskiej instytucji promującej czytelnictwo. Żeby znaleźć powód do odwołania, Gliński wysłał do IK trzy kontrole: ZUS, ministerstwa i Fundacji Republikańskiej.

„Dobra zmiana” w Instytucie Książki

Szefem IK został wtedy Dariusz Jaworski, niegdyś redaktor „Wyborczej” i „Tygodnika Powszechnego”, potem wiceprezydent Poznania. Jaworski za cel postawił sobie „poszerzenie spektrum proponowanych tematów, zagadnień, autorów i środowisk”. IK próbował m.in. zainteresować świat książką „Dżihad i samozagłada Europy” Pawła Lisickiego, twórczością czołowego poety smoleńskiego Wojciecha Wencla czy prozą Bronisława Wildsteina. Instytut pod jego przewodnictwem zaliczył kompromitującą wpadkę na targach w Londynie – angielscy wydawcy podczas pełnej błędów prezentacji dowiedzieli się, że mają „moralny obowiązek” wydawania polskiej literatury.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej