- Nie miałam za co zrobić wigilii. Musiałam pożyczać pieniądze od rodziny, bo wciąż czekam na zaległą wypłatę i odprawę - opowiadała Ewa Haber, jedna ze zwolnionych pracownic krakowskich delikatesów.

Wciąż czekają na pieniądze

W podobnej sytuacji jak ona jest ponad 1000 pracowników. Zostali zwolnieni w październiku. - W czwartek wieczorem dowiedzieliśmy się, że jesteśmy zwolnieni, a w piątek już się pakowaliśmy - relacjonują inni pracownicy.

Potem jeszcze wielokrotnie zjawiali się w Almie po zaległe wynagrodzenie. - Od trzech miesięcy czekamy na zaległe wypłaty i odprawy. Mieliśmy je obiecane na piśmie i dotąd nic nie dostaliśmy. Raz nawet, w grudniu, spotkałam prezesa Jerzego Mazgaja i powiedziałam mu, że jestem w bardzo trudnej sytuacji. A on, paląc cygaro, odpowiedział, że on też - żaliła się pani Ewa.

Razem z innymi przyszła w środę pod siedzibę Izby Przemysłowo-Handlowej, gdzie odbywało się nadzwyczajne zgromadzenie wspólników Almy. Pracownicy chcieli wejść do środka. Zatrzymało ich czterech wynajętych ochroniarzy, którzy pilnowali wejścia.
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.