Napiłem się czegoś bardzo słodkiego, zjadłem kokosowe placuszki, z zachwytem je zjadłem, przypatrzyłem się z tym samym co zwykle osłupieniem mistrzom carvingu - wycinania niezwykle skomplikowanych kształtów w owocach i warzywach.

Bo może nie wiecie - choć przecież wiecie na pewno - że odbywają się zawody Pucharu Polski w cięciu owocowo-warzywnym? (W tym roku odbyły się na Targach Expo Sweet, bo, owszem, są takie; naturalnie w Warszawie). Jest nawet - ba, to chyba oczywiste - Instytut Sztuki Carvingu w Wejherowie; widzicie więc sami, że tajska obecność pozostawiła we mnie trwałą bliznę.

Lato, radość życia

A co się dopiero musi dziać w Tajlandii, gdzie ową sztukę, u nas wciąż nieco marginalną, doprowadzono do perfekcji. No i tak. Powłóczyłem się, pooglądałem, popróbowałem, wstydliwie odmówiłem sobie przyjemności odbycia publicznej sesji tajskiego masażu. Fajnie było, na scenie szalały klasyczne teatry i grała muzyka; gdybyż to tak na co dzień było.
Pozostało 86% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.